środa, 11 czerwca 2008

Czekając na kolejną degustację...

Nie udało nam się spotkać w tym tygodniu na degustacji Syrah, może to i lepiej, bo i pogoda nie sprzyja ciężkim, bogatym, czerwonym winom. Gdy wracam do domu wieczorem po całym dniu działania oblepiającego upału, moje podniebienie woła o kieliszek orzeźwiającego Prosecco lub szklaneczkę Gruve, czyli Gruener Veltlinera. Chwila oddechu jaką proponuje wieczór jest zazwyczaj zbyt krótka aby zdążyć pomyśleć o rubinowym trunku. Ale nie dzisiaj. Aura dziś jakby łaskawsza ale przede wszystkim, dzisiejszy pokal winny dedykuję zdrowiu! Kasia wróciła właśnie z dwudniowego szkolenia zdrowotnego i jedną z istotniejszych informacji, które zdążyła pokrótce mi przekazać była następująca: codzienna umiarkowana dawka wina czerwonego pozytywnie wpływa na obniżenie poziomu cholesterolu i niweluje ryzyko chorób serca. "Umiarkowana dawka" brzmi dla mnie nieco za medycznie, postanowiłem więc zamienić to na "małą lampkę" i tak oto siedzę sobie z kieliszkiem węgierskiego Vylyan Villanyi Merlot 2006 delektując się tym najcudowniejszym z lekarstw.




Wyjątkowo dobre wino, ciemno purpurowe, gęste, oleiste. W nosie w pierwszej chwili lekka deska dębowa, pestki wiśni. Kasia zwróciła uwagę na zapachy pochodzenia morskiego, rybnego - wspólnie określiliśmy je jako słoną skałę morską. Po dłuższej chwili pojawia się nuta przyprawowa - cynamon + liquorycja, słodki nos. W ustach owocowe, wiśniowe (też pestka) nuty ładnie komponują się z wyraźnymi garbnikami. Lekko zbyt obecny alkohol (no tak - 14,5%...). Kwaśne jabłko? Można by rzec, że wino spodoba się miłośnikom nowego świata, ze względu na zdecydowane smaki i owocową eksplozję. Dla mnie to doskonałe wino na chłodnawy letni wieczór, taki jak ten dzisiaj...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz