sobota, 14 czerwca 2008

Jak nie Żużu to Esencja

Wczoraj wieczorem wybraliśmy się z Zuzią na cotygodniową winną eskapadę czyli w poszukiwaniu ciekawych, przytulnych miejsc gdzie można liczyć na kieliszek dobrego wina. Na cel naszego wypadu wybraliśmy bistro "Żużu" na ul. Kazimierzowskiej, ogłaszające się jako jedyny warszawski dystrybutor win importera 101win.pl. Niestety okazało się, że knajpka zamyka się o 22 co, jak stwierdziliśmy z Zuzią, nie jest dobrą porą dla winiarni... chyba, że do otwarcia...
Brzydka pogoda zniechęciła nas do długich poszukiwań innego miejsca, szybko zdecydowaliśmy się na znane nam od lat miejsce - Esencja Smaku na Odolańskiej. W kategorii miejsce z klimatem lokal ten jest jednym z najprzytulniejszych w Warszawie. Mimo wielokrotnych wizyt w tej przesympatycznej knajpce mam jedno zastrzeżenie - jedzenie. Mimo, iż Esencja pochwalić się może nieszablonowym menu aktualizowanym co miesiąc - pełnym poetyckich, autorskich kompozycji dań, niestety często wymyślne składniki nie tworzą spójnej całości. Miejsce do przebywania choć nie zawsze do jedzenie - tak bym to podsumował. Tym razem jednak Zuzi szpinakowa sałatka z gorgonzollą, orzeszkami pinii i sosem śliwokowo-tymiankowym była doskonała a mój tatar, choć nie lubię gdy jest od razu doprawiony, będzie jeszcze na długo miłym wspomnieniem. Do posiłku zamówiliśmy: Zuzia - Rappenhof Riesling Kabinett Oppenheimer Herrenberg 2005; ja - Bodegas Lan Rioja DOC Gran Domino. Moje wino niestety nie nadawało się do picia - zdaje się, że butelka była otwarta zbyt dawno a brak odpowiedniego przechowywania dopełnił reszty... Nie polecam w związku z tym czerwonych w Esencji - stoimy przed wyborem - albo nowo otwarta butelka, która potrzebuje sporo czasu aby złapać oddech albo otwarta, ale nie wiadomo kiedy...

Białe Zuzi natomiast było idealnym strzałem w zestawieniu z jej lekko słodkawą sałatką (śliwka w dressingu). W nosie kurz, słodki melon i wanilia, delikatne i słodkie. W ustach słodkawe z dostatecznie dobrze wyważoną kwasowością, aromaty owocowe - brzoskwinia.



Wizyta w esencji pozostawiła we mnie po raz kolejny ambiwalentne odczucia. Z jednej strony darzę dużą sympatią młodych właścicieli, którzy swój pomysł na knajpkę konsekwentnie wcielają w życie, poświęcając temu serce i wykazując się pomysłowością. Niestety, mimo że tym razem serwowane potrawy były przednie, to rozczarowało czerwone wino...
Co zrobić, za jakiś czas znów się udamy do tego przesympatycznego miejsca z nadzieją na brak przykrych niespodzianek i nie chowając urazy za poprzednie wpadki. Trzymam kciuki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz