wtorek, 14 października 2008
Wakacje w Gruzji
W te wakacje podróżowaliśmy z Zuzią miesiąc po Rosji w poszukiwaniu szamanów Ałtajskich, którzy zechcieliby być tak mili by udzielić mi wywiadów, niezbędnych do napisania mojej pracy magisterskiej. Wprost z Syberii udaliśmy się do Azerbejdżanu a następnie do Gruzji. Cóż to była za radość, gdy po jałowych krajobrazach okolic Baku i wiejących chłodem spotkaniach z Ałtajcami zawitaliśmy w Kachetii (wschodnia prowincja Gruzji), obficie zielonej krainie zamieszkanej przez niezmiernie gościnny naród. Sady owocowe, oplecione winnym bluszczem domostwa i uśmiechnięci mieszkańcy zapraszający nas byśmy odpoczęli właśnie u nich na podwórzu. Niestety sielanka ta nie trwała długo. Wkrótce dowiedzieliśmy się o rozpoczęciu działań wojennych w Płd. Osetii i wobec takiej sytuacji musieliśmy porzucić wszystkie plany wakacyjne i udać się do ambasady w Tbilisi, by na bieżąco monitorować rozwój sytuacji. Tak więc nasz pobyt w tym kraju skurczył się do kilku spacerów po alei Rustawelego, wizyty w sklepie winnym, gdzie zupełnie na ślepo wybrałem parę Saperawi i ewakuacji do Polski zorganizowanymi przez ambasadę samolotami. Jedno jest pewne - przy najbliższej okazji znów odwiedzimy ten uroczy zakątek na Kaukazie, który wedle podania przypadł w udziale Gruzinom, jako nagroda za ich niezwykłą gościnę i pozytywne podejście do życia...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz