Wina w założeniu miały być podawane parami, jednak w miarę upływu wieczoru każdy miał przed sobą różną ilość kieliszków z sobie tylko znaną zawartością.
- Pierwsze degustowane wino, Rajnai Rizling, zrobił początkowo duże wrażenie na degustujących. Doszukaliśmy się w nosie nut cytrusowych, lekkich mineralnych a Zuzia z Martą wyraziły nadzieję, że może będzie słodki... Nic z tych rzeczy! Mocno wytrawny w ustach, wysoka kwasowość, rześkość wręcz na granicy przyjemności. Po paru chwilach w kieliszku już nieco okrąglejszy. Co ciekawe, gdy wracaliśmy do niego później w trakcie degustacji, wydawał się coraz słodszy w zapachu, aż wreszcie dość szybko się utlenił na tyle, że nie dostarczał żadnych przyjemnych wrażeń. Poprawny ale tylko na początek.
- Drugi riesling, Austriak, przywitał nas słodkawym, kwiecistym nosem. Marcinowi gdzieś w tle kołatały nuty chemiczne, dziewczyny zwróciły uwagę na bijącą z niego słodycz, która ewoluowała w kierunku podpiwka czy kwasu chlebowego. W ustach bogaty, pełny, okrągły, wyraźnie delikatniejszy od poprzednika.
- Kolejnym winem był riesling z Tasmanii, opisany przez importera jako najbardziej francuski z Australijczyków. Nos orzeźwiający, kwiecisty, przywołujący na myśl bryzę morską, skórka od jabłka. W ustach bardziej oczywiste jabłko, "kwiaty ale nie wiem jakie..." jak to skomentował Mariusz, lekko mineralny a nawet słony.
- Jako czwarty wjechał na stół Pierre Sparr, dla większości niekwestionowany zwycięzca wytrawnej części wieczoru. Już od samego początku gdy pojawił się w kieliszkach urzekł wszystkich delikatnością i równowagą aromatów. Nuty owoców egzotycznych, cytrusy, lekka nafta w nosie i znacznie lepiej wyczuwalna w ustach. Pojawiały się też określenia jak kokos czy masło co może świadczyć o tym, iż riesling nieco dojrzał w butelce. Najzacniejsze wino wieczoru, lekkie choć pełne wyrazu, dbające o balans między wytrawnością a słodyczą.
- Wyśmienity niemiecki riesling od Heymann'a miał to nieszczęście, iż został podany po zacnym francuzie... Bardziej zdecydowany, skórka od cytryny i grapefruita, papryka, pieprz w nosie. W ustach wyniosły i elegancki, strzelisty jak katedra, z charakterem.
- Ostatni wytrawny riesling, z domeny Reichsgraf von Kasselstaat, jak przystało na spatlese zaoferował nam pełen, głęboki bukiet z wyczuwalnymi w nosie kwiatami, dojrzałymi owocami, gruszką, duszonym jabłkiem. Znakomita równowaga w ustach - delikatnie wyczuwalna słodycz przy wysoko zachowanej kwasowości. Doskonały balans tego wina przyszło nam docenić w pełni gdy na stole pojawiły się szparagi - specjał Kasi.
- gdy po szparagach pozostało już tylko wspomnienie przeszliśmy do deseru, którym był zacny eiswein. Doskonały słodki riesling szybko rozwinął w kieliszku aromaty brzoskwiniowe, morele w miodzie i ten przyjemny lekko mdły charakter jakiego nadała mu szlachetna pleśń. Wino stanowiło nieodłączne dopełnienie dla podawanych serów pleśniowych, fig, gruszek i winogron. Dziewczyny doceniły najbardziej ten punkt wieczoru oddając się przyjemnej słodyczy eisweina, mężczyźni zaś z aprobatą przyjęli fakt, iż mimo rozpływającej się po podniebieniu słodyczy kontrapunkt dla niej stanowi zrównoważona kwasowość.
Pozdrawiam Marcin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz