Parę dni po sylwestrze, w kłobieńskiej stodole, miała miejsce dawno planowana degustacja win ze szczepu Syrah. Wielkie oczekiwania i wielkie... nienasycenie, żeby nie powiedzieć rozczarowanie. Przypomnę listę win:
1. 2006 Cusumano Syrah IGT (Włochy)
2. 2005 Archeo Ruggero di Tasso Syrah IGT (Włochy)
3. 2000 Paul Jaboulet Aine Crozes-Hermitage Domaine de Thalabert (Francja)
4. 2003 Domaine Gerovassiliou Syrah (Grecja)
5. 2005 Norfolk Rise Shiraz (Australia)
Rozczarowało francuskie wino, bo korkowe - no cóż zdarza się.
Inne wina, choć różnie oceniane przez degustujących (Agata, Kasia, Zuzia, Jurek, Piotrek i Marcin + badająca aromaty Hania i śpiący Kuba), nie dały szansy na skupienie się na gatunkowych cechach szczepu.
1. Początkowo płaskie, delikatnie wiśniowe w nosie, mocno garbnikowe i kwasowe w ustach z czasem rozwinęło lekko gumowy bukiet z ziołem - chyba tymianek. Nisko ocenione, choć po dłuższym napowietrzaniu zdecydowanie bardziej przystępne. Dla miłośników win, od których drętwieje język
2. Typ Agaty. Przyjemnie owocowe - wiśnia, dżem jeżynowy, w ustach zrównoważone, średni w kierunku długiego finisz. Bardzo pijalne.
3. Korek i basta.
4.. Typ Zuzi. Mroczne, ciemne wino o intrygujących nutach żywicznych, jałowcowych (ałtajska żywiczna guma do żucia), bardzo taniczne, bezkompromisowe - kochaj albo rzuć.
5. Typ Kasi i Jurka. Reprezentant Australii dostarczył najbardziej pijalnego shiraza, lekkie nuty czekolady, wanilii, karmelka, dojrzały owoc wiśni i śliwki w czekoladzie. Hedonistyczne wino proste w odbiorze co nie znaczy banalne. Nie trzeba było szukać jego atutów - były wyłożone wprost od pierwszej chwili. Dla mnie nieco zbyt obłe i bez pazura.
Miejmy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda nam się ponownie sięgnąć po wina Syrah, tym razem koncentrując się jednak na wybranym regionie/państwie.
Złota myśl wieczoru, wypowiedziana przez Piotrka na chwilę przed degustacją Francuza:
"eeee... ja to tam nie lubie tych francuskich, bo to w Polsce zawsze oszustwo jest..."
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O komentarzu Piotrka co do win francuskich można powiedzieć tylko - święte słowa. Natomiast fakt docenienia przeze mnie i Jurka shiraza Norfolk Rise z Australii - wina hedonistycznego, jak napisał Marcin - co nie znaczy banalnego (uff, dziękuję Ci Marcinku) udowadnia, że powoli dochodzimy w naszym życiu do umiejętności cieszenia się chwilą tu i teraz. A więc shirazy powinny wkroczyć na stałe na nasz stół.
OdpowiedzUsuńKasia